M7

NOC NA PUSTYNI

pustynia maroko



Pustynia zaoferowała nam więcej, niż oczekiwaliśmy. Chciałabym opisać Wam Saharę, ale nie da się tego zrobić. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że Saharę trzeba przeżyć. Jej bogactwa nie zobaczymy ani z góry, ani z okien prującego jeepa. Musimy iść powoli, godzina za godziną. Oddychać jej pyłem, łapać piasek w buty i osłaniać twarz od uciążliwych promieni słońca. Tylko wtedy Sahara odsłoni nam swoją biżuterię. A tworzą ją mieniące w piasku kolory złota.

Gdy lecieliśmy do Maroko mieliśmy jasno wytyczone cele: niebieskie Chefchaouen, garbarnie w Fezie oraz dotrzeć pod granicę z Algierią, aby spędzić 2 dni na pustyni.

Rozpoczęliśmy trekking na wielbłądach w głąb Sahary. Powoli oddalaliśmy się od wioski. Zostawialiśmy za sobą ostatnie zabudowania. Omar - Berber z poczuciem humoru i utalentowany kucharz prowadził naszą karawanę. W szczycie sezonu zapewne miałaby ona co najmniej 6 może więcej wielbłądów, ale trafiliśmy na okres poza sezonem, więc byliśmy zupełnie sami. Ja, Damian, Omar i 2 wielbłądy.
Idziemy kolejną godzinę. Piaszczyste granie są nie lada wyzwaniem do pokonania. Czasem pojawiają się drobne rośliny, ale im dalej tym jest ich mniej. Pustka, która nas otacza zaczyna coraz bardziej przerażać. Jednak w tym strachu rodzi się coś więcej. Cisza. Spokój. Miejsce, gdzie nie doświadczysz ludzkiej działalności. Miejsce, gdzie nawet nie usłyszysz szumu drzew, śpiewu ptaków. Obserwujemy rytmiczny chód naszych wielbłądów, których nogi tylko lekko się zapadają. Mało kto umie tak dobrze poruszać się po piasku. Stopy wielbłądów rozszerzają się, dzięki czemu mają dużą powierzchnię styku na złocistym piasku. Tutaj właściwie nic nas nie rozprasza. Zachodzące słońce tworzy co chwila niesamowitą scenerię. Z każdą pokonaną wydmą rodzi się nowy krajobraz. Kolory złota na przemian z kształtami cieni pozwalają nam upajać się czystym pięknem. Sahara mieni się różnymi kolorami jak w rytm muzyki. A my mamy tę frajdę, by tkwić w jej samym sercu. Sahara to nie tylko piasek. Często są to żwirowe połacie ciągnące się kilka kilometrów, to wydmy, oazy i campy.

Po ponad 2-godzinnym marszu zaczynamy częściej poprawiać pozycje. Bo każdy kolejny krok to ból. Próbuję opierać ciężar ciała na rękach, udach. Siadam bokiem. Widzę, że Damian też próbuje różnych chwytów. Na szczęście marsz dobiega końca. Docieramy do celu. To camp złożony z namiotów, w których będziemy dziś spać. Rzucamy plecaki. Damian od razu chwyta deski snowboardowe i zjeżdża z wyższych wydm. Ja czując coraz większy głód, co chwila spoglądam czy Omar przygotował już kolację.

Okazuje się, że w campie jest ktoś jeszcze-Józek (ochrzczony tak przeze mnie). To Nomad-człowiek mieszkający na pustyni. Józek w czasie gdy Omar kończył przygotowywanie posiłków opowiadał nam o sobie i o życiu na pustyni. Józef już kilka lat mieszka w campie na jej środku. Nie ma potrzeby, aby jeździć do pobliskiej wioski, ponieważ prawie codziennie odwiedzają go turyści chcący spędzić noc na pustyni. Czasem jest ich więcej, zimą nieco mniej. Opowiadał o życiu, o innych podróżnych. To od nich uczył się języków obcych. Znał język angielski, hiszpański, francuski, arabski, a także dialekt marokański. To z nimi podróżował nawet do najdalszych zakątków świata. Niestety tylko na mapie i w swojej wyobraźni. Bywają również takie dni, kiedy jest zupełnie sam, ale samotność mu nie doskwiera. Nauczył się żyć na pustyni i czerpać z tego radość. Przez cały czas próbował udowadniać nam ile ma zajęć i jak ciekawe prowadzi życie. Początkowo patrzyliśmy na niego jak na typowego szaleńca, ale z każdą kolejną godziną na pustyni czuliśmy to, co on.

Gdy Omar przyniósł kolację i poczuliśmy zapach Tajine wiedzieliśmy, że będzie to niepowtarzalny smak. Tajine to gliniane naczynie z przykrywką-stożkiem, umieszczane na misce z potrawą. Para przesycona przyprawami spływa z powrotem do garnka. Idealnie przyprawione, ciepłe, aromatyczne, czego chcieć więcej. Do tego tradycyjna marokańska sałatka, miętowa herbata i byliśmy w niebie. Porcje były tak duże, że nie zmieściliśmy już deserów z owoców. Błogo.

Po kolacji Józek rozpalił ognisko. Mogliśmy trochę się ogrzać. Nie ma co ukrywać było diabelsko zimno. Jednak liście palmy płonęły w dosłownie kilkanaście sekund. Mimo ogromnego stosu, który przygotował Józef, ognisko szybko dobiegło końca. Czekała na nas jeszcze jedna atrakcja. Józef zaproponował nam wejście na najwyższą w okolicy wydmę. Początkowo niechętnie, jednak po dłuższych namowach Józka, który twierdził ze zajmie to max 10 minut zaczęliśmy marsz na wydmę. Po wspomnianych 10 minutach nie byliśmy nawet na 1/10 wydmy. A tu cały czas pod górę. Nie wiedziałam nawet, że mam aż tak słabą formę. Aby za szybko nie umrzeć, robiłam co chwila przerwy. Józef zorientował się że mamy braki i postanowił nas oboje ciągnąć. On trzymał mnie za rękę a ja trzymałam Damiana. Widok musiał być komiczny. Starszy człowiek ciągnie dwoje młodych ludzi ;) Po wejściu na sam szczyt wydmy wiedzieliśmy już, po co nas tu przyciągnął.

Obejmowaliśmy wzrokiem całą pustynię. Bezkres horyzontu. Dla niektórych szczytem marzeń jest hotel 5 gwiazdkowy-tutaj mamy milion gwiazd :) Dla takich chwil podróżujemy. Cisza absolutna. Zmysły wyostrzone. Konstelacje gwiazd układały się w przeróżne wzory, które rozumiał tylko Nomad.

A główna atrakcja wydmy-sygnał wifi od Józka :)

Zapadła noc. Na pustyni nigdy nie jest ciemno, ponieważ piasek idealnie odbija światło gwiazd. Dzięki temu spokojnie trafiliśmy do naszego namiotu. Wiedzieliśmy, że będzie zimno. Ostatecznie wystarczyły nam 4 koce :) Dodatkowo Józef nas uspokoił, że w tym czasie nie ma skorpionów na pustyni.

Wstaliśmy wcześnie rano, aby zobaczyć to, co przygotowała natura. Wschód słońca. Sahara rano pachnie nowym życiem. To zupełnie inna kolorystyka. Mimo tego samego miejsca jest inaczej, piasek na nowo usypany, żadnych śladów. Rozstawiliśmy sprzęt i zaczęliśmy fotografować oraz kręcić film. Wschód słońca tak nas pochłonął, że zapomnieliśmy o śniadaniu. Gdy wróciliśmy wielbłądy już czekały na nas. Śniadanie na szczęście także. A że robił je Omar było wyśmienite. Wybór przystawek, dżemów, miodów, oliwek był lepszy niż w niejednym hotelu.
Niestety przyszła pora, aby wracać. Mimo krótkiego czasu spędzonego z Józkiem polubiliśmy tego gościa. Smutne było pożegnanie i zostawienie go znowu samego. Na pamiątkę dostałam od niego bransoletę zrobioną przez plemię Tuaregów. Dla niego to może nic takiego-dla mnie to był zaszczyt.

Organizacja-jak spędzić noc na pustyni.

Najlepszym punktem wypadowym jest Marrakesz i Quarzazate. Tak naprawdę już po wyjściu z autobusu zostaniemy zasypani ofertami wycieczek na pustynię. Wycieczkę zorganizowaną można wykupić także w każdym hotelu, pensjonacie, biurze podróży oraz na ulicy. Wybór firmy nie ma żadnego znaczenia. Trasy będą takie same a ceny podobne. To gdzie będą przystanki zależy głównie od kierowcy i jego nastroju. Taką wycieczkę można już wytargować za 60-80 euro/os. Cena podskoczy, gdy zdecydujemy się na wypad jeepem 4 × 4 z samym kierowcą.

Jednak najlepsze wrażenia będą, jeśli zdecydujecie się na wypożyczenie auta i pokonanie trasy samemu. Zyskacie wtedy więcej swobody, możliwość zatrzymania w każdym pięknym miejscu a będzie ich naprawdę sporo. Zyskacie czas. Jest to także okazja, aby samemu zdecydować o miejscu noclegowym na trasie oraz wybrać przewoźnika do serca pustyni. Nam w organizacji pomógł właściciel hotelu MarMar. To od niego wypożyczyliśmy auto oraz dostaliśmy namiary na noclegi po drodze, jak również mapę z zaznaczonymi ciekawymi miejscami. To on także dał nam adres Ksar Bicha gdzie czekał Omar i 2 wielbłądy.


Zapraszam do galerii zdjęć:


pustynia maroko
Ksar Bicha

pustynia maroko
Ksar Bicha
pustynia maroko
Początek pustyni

pustynia maroko
Czasem pustynia to nie tylko piasek

pustynia maroko
To dzięki nim dotarliśmy do celu :)


pustynia maroko

pustynia maroko

pustynia maroko
Bezkres


pustynia maroko

pustynia maroko

sahara maroko

sahara maroko


sahara maroko
Omar ;)

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko
Kolory piasku zmieniają się z minuty na minutę

sahara maroko

sahara maroko
Snowboard na pustyni, w tle nasz camp

sahara maroko
wieczór

sahara maroko
noc na pustyni

sahara maroko
nowy dzień

sahara maroko
czekając na wschodzące słońce

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko
sahara maroko
wschód słońca
sahara maroko
sahara maroko

sahara maroko
camp i wydma na którą wchodziliśmy w nocy

sahara maroko


sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko
w środku największego namiotu, jak w hotelu ;)

sahara maroko
camp

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko

sahara maroko
śniadanie

sahara maroko
wieczorne ognisko z liści palmy




2 komentarze:

  1. To musiało być niesamowite przeżycie! Sahara na Waszych zdjęciach wygląda zniewalająco! W pozytywnym znaczeniu tego słowa - zazdroszczę Wam tej nocy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje Agato :):) Było faktycznie niesamowicie :)Polecam !!

    OdpowiedzUsuń