M7

SŁONIE W TAJLANDII #4

W podróżowaniu bardzo ważne jest to by mieć czas na zastanowienie, na wyciągnięcie wniosków a czasem na refleksje. W tych rozważaniach należy zająć odpowiednie stanowisko wedle swych uczuć. Istotne jest to by ustosunkować się do tego w miarę szybko. W przeciwnym razie podróż może później pozostawić bolesne wspomnienia. 

Na północy Tajlandii kwitnie brudny przemysł turystyczny. I o tym właśnie chciałabym dzisiaj napisać. 

słonie w tajlandii



słonie w tajlandii

Słonie w Tajlandii to symbol szczęścia. Często pojawiały się w mitach i legendach. Od zawsze były czczone. Można je ujrzeć na malowidłach czy płaskorzeźbach.  Słonie są bardzo mądre i szybko się uczą.  Mają niestety bardzo słaby wzrok. Widzą wyraźnie tylko do 10-20m, dodatkowo nie posiadają kanalików łzowych. Ich łzy wyparowują lub spływają po policzkach. Za to dysponują doskonałym zmysłem słuchu. Porozumiewają się między sobą czasem nawet na bardzo duże odległości dźwiękami o niskiej częstotliwości. 

Ciekawostki: 
-nowo narodzone słoniątka ważą około 90kg
-mózg słonia dorosłego waży ok. 5kg
-skóra ma grubość ok. 2,5cm

słonie w tajlandii

Niegdyś słonie pomagały przy pracach związanych z wycinką i transportem drewna. Dziś znajdują swoje miejsce w szeroko pojętej turystyce. 
Tajlandzkie agencje prześcigają się w swych pomysłach jak jeszcze można wykorzystać słonie. Można nauczyć się tresury słoni, organizowane są pokazy słoni tańczących, malujących, grających na różnych instrumentach, przeciągających linę z ludźmi. Hitem są słonie grające w piłkę nożną czy koszykówkę. Organizowane są także turnieje polo. Jednak zawsze najpopularniejszą formą będzie przejażdżka na grzbiecie słonia. Większość turystów kojarzy Tajlandię z jazdą na słoniu, większość przyjeżdża własnie w tym celu. 

Niestety jest to okupione bardzo wielkim cierpieniem tych zwierząt. Żałuje, że dowiedziałam się o tym dopiero po powrocie do kraju. Czytałam bardzo duzo na temat Tajlandii, myslalam ze jestem przygotowana. Ale niestety te informacje mi uciekły. Być może jeszcze jest ich za mało. Są przygaszone ofertami agencji turystycznych. Przewodniki dodatkowo polecają te formę rozrywki jako obowiązkowy punkt programu na wycieczkach w Tajlandii. 
W samym Chiang Mai promuje się przejażdżki oraz pokazy z udziałem słoni, temat tresury jest skutecznie gaszony. 

Postanowiłam wgłębić się w ten temat. 


Dopiero teraz trafiam na szokujące filmiki pokazujące straszne metody treningowe, czytam informacje i przekazy blogerów, którzy są po tej samej stronie. 
Szkoda, że dopiero dziś - kiedy jestem już jednym z tych turystów, którzy skorzystali z okazji. 

Aby słoń był posłuszny musi przejść przez ogromne cierpienie. Są to zastraszająco brutalne metody. Już bardzo młode słonie zabierane są od matki. Przez kilka dni przebywają w ciasnej klatce bez wody i jedzenia. Tresura za każdym razem opiera się na kilkugodzinnym biciu, oswajaniu gwoździami, nakłuwaniu czułych miejsc jak np. uszy czy trąba. Podobno tylko tak można złamać psychikę zwierzęcia i osiągnąć posłuszeństwo. Podobno tylko wtedy słoń stanie się posłuszny i zrobi wszystko co każe mu człowiek. Niestety tę kilkudniową katorgę przeżywa tylko połowa słoniąt...


Podczas trekkingu w Chiang Mai zaserwowano nam kąpiel w rzece razem ze słoniami. Mogliśmy zająć się szorowaniem tych ogromnych zwierząt. Niezapomnianym i pozytywnym przeżyciem było także ich karmienie, słoń wciągał banany jak automat. I na tym powinnam była skończyć! 

Moim kacem moralnym już do końca pozostanie fakt, że zdecydowałam się na przejażdżkę na grzbiecie słonia. Wykazałam się dużą niedojrzałością tematu. Mimo, że nasze słonie wyglądały na zadbane, bez jakichkolwiek ran a podczas jazdy treser używał jedynie komend, bez bicia i krzyku - wiem, że przyczyniłam się do męczenia słoni. Bo przecież to posłuszeństwo zostało osiągnięte poprzez straszliwe metody. 

Dla takiego słonia człowiek już zawsze będzie kojarzył się z bólem. 

Mimo, że podczas mycia i karmienia słoni bardzo je polubiłam dziś wiem, że już nigdy nie wsiądę na ich grzbiet. 

Szkoda, że dopiero dziś...

Ale mocno wierzę w to, że można zmienić świat na lepszy. Im więcej będziemy o tym mówić i pisać, tym świadomość turystów będzie rosła. Biznes z udziałem słoni może w końcu stanie się mniej intratny a turyści bardziej świadomi.  
 
Wszystkich, którzy marzą o przejażdżce na słoniu zachęcam do odwiedzenia miejsca, gdzie można po prostu po przebywać w ich towarzystwie, umyć je i nakarmić. I na tym STOP.

W Chiang Mai znajduje się Elephant Nature Park prowadzony przez Sangduen Chailert zwaną jako Lek. Ośrodek ten zajmuje się opieką, leczeniem m.in słoni oraz edukacją zarówno turystów jak i mieszkańców Tajlandii dotyczącą tresury tych zwierząt. 

2 komentarze:

  1. Bardzo dobry tekst i zamierzam go puścić w obieg! Podczas wyprawy do Tajlandii mieliśmy okazję być w jednym z tych dobrych miejsc dla słoni i było to niesamowite przeżycie. Widzieliśmy jednak, tylko przejeżdżając, wiele miejsc, gdzie słonie były w łańcuchach i ledwo mogły się poruszyć i były to słonie przeznaczone do noszenia turystów... okropny widok! Powinno się wszystkich na tem temat uświadamiać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje bardzo :) Masz racje powinniśmy więcej o tym mówić, pisać :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń