M7

WIECZNA TUŁACZKA



Poznajcie Magdę zwaną także Wieczną Tułaczką! Na blogu dzieli się z Wami tym, co już dawno w niej zapuściło korzenie, kiełkuje i już niedługo puści pąki. Magda pisze humorystycznie, ciekawie a czasem nawet złośliwie, dzięki czemu mamy pewność, że jej recenzje czy porady są konkretne i szczere. Zdecydowana większość wpisów dotyczy górskich wycieczek, ponieważ to właśnie w górach Magda relaksuje sie tak na 100 %, a Tatry kocha najbardziej. I to właśnie ta miłość do Tatr pozwoliła mi kiedyś znaleźć jej bloga. Na Wiecznej Tułaczce znajdziecie dokładne opisy poszczególnych odcinków m.in. Orlej Perci oraz drogi dojściowe a wszystko przybrane pięknymi zdjęciami - zresztą zobaczcie sami :)




Magda zgodziła się przyłączyć do mojego cyklu wywiadów z blogerami, pisarzami, podróżnikami itp - ludźmi którzy mają jedną wspólną pasję - podróże :) Żeby było atrakcyjniej - każdy otrzymuje ten sam zestaw pytań. 


Fot. Wieczna Tułaczka. Beskid Żywiecki - zachód słońca na Małej Babiej Górze
Fot. Wieczna Tułaczka. W Tatrach Słowackich, na szlaku na Sławskowski Szczyt.
Fot. Wieczna Tułaczka. W drodze na Rysy. Poniżej Czarny Staw i Morskie Oko.


Fot. Wieczna Tułaczka. Wschód słońca z Niżnich Rysów
Fot. Wieczna Tułaczka. Zachód słońca na Niżnich Rysach
Fot. Wieczna Tułaczka. Sławkowski Szczyt - zachód słońca 
Fot. Wieczna Tułaczka. Zakynthos - Zatoka Wraku



Jeśli nie w podróży to gdzie ?

W domu na kanapie. ;)

Co według Ciebie w podróżach jest najważniejsze ?
Czas. Czas na poznanie miejsca, jego kultury, ludzi. Nie ma nic gorszego, niż bieganie na wycieczce jak kot z pęcherzem. A coś o tym wiem...

Najśmieszniejsze i najdziwniejsze zdarzenie podczas Twoich podróży ?
Dawno, dawno temu... ;) W czasach licealnych wybrałam się z koleżankami w mały europejski trip. Lato, upał, męcząca podróż autokarem, całodzienne zwiedzanie Baden-Baden. W końcu nastał wieczór i powoli zbliżał się czas powrotu na pokład naszego autokaru, który docelowo miał nas zabrać do Francji, ale ten tego, miałyśmy wielką potrzebę się wykąpać. Dziwnym zbiegiem okoliczności znalazłyśmy mały zbiornik wodny, jakiś taki stawik z mini fontanną pośrodku. Wzięłyśmy przybory kąpielowe i wróciłyśmy nad bajorko, gdy było zupełnie ciemno. Wokół żywej duszy, więc zostawiłyśmy rzeczy na stercie ozdobnych kamieni i hop do wody! Nawet nie pamiętam, czy kąpałyśmy się na tzw. waleta czy w strojach kąpielowych. Nieistotne. Wrażenie i tak zrobiłyśmy soczyste, bo oto nagle w budynku obok i wokół bajorka zapaliły się światła. I nastała jasność. A wraz z nią świadomość, że pluskamy się w przyhotelowym basenie, a nie w miejskim stawie, jak nam się wcześniej wydawało. Wraz ze światłem uruchomiły się wodne atrakcje: fontanna zaczęła radośnie tryskać, z kamlotów, na których skrupulatnie rozłożyłyśmy ciuchy, poczęła spływać rzeczka. Nasze ciuchy też spłynęły... W tym czasie na taras przyległego budynku wylegli jacyś ludzie, sądząc po eleganckich strojach - uczestniczy przyjęcia w hotelu. Krzyczeli coś, szwargolili, śmiali się. Może nawet robili zdjęcia, tego nie wiem, zajęta byłam zbieraniem rzeczy i ucieczką przed bardzo zdenerwowanym jegomościem. Stawiam stówę, że był to pracownik bądź gospodarz obiektu. Nie pozostało nam nic innego jak pryśnięcie ile sił w nogach. Widok biegnących z ciuchami pod pachą i ręcznikami na głowach dziewczyn zapewne na długo zapadł w pamięci mieszkańcom Baden-Baden.

Teraz wprowadźmy nieco dramaturgii - opowiedz o największym niebezpieczeństwie, jakie utkwiło Ci w pamięci ze wszystkich dotychczasowych podróży ?
Zdecydowanie burza pod Furkotem. Zaczęła się, kiedy byliśmy na wysokości 2400 m n.pm. i przepędziła nas z grani w piorunującym tempie. Tylko ten kto widział burzę w górach, może pojąć zatrważającą moc grzmotów. Nigdy nie zapomnę piorunów walących w pobliskie skały!

Najlepsza potrawa jaką jadłaś i czy próbowałaś ją potem przyrządzić w domu ?
Zwykłe spaghetti przyrządzone na wiosce w Toskanii. Dla Włochów chyba nie ma nic prostszego, ale mnie nie udało się odtworzyć sosu w domowych warunkach. Bez ich domowego winka, dojrzałych w słońcu i włoskim ciepełku pomidorów nie da rady. Po nocach śni mi się również grillowana ryba podana w ekskluzywnej restauracji na statku Costa Pacifica. Mniam, mniam, mniam. Danie zjadłam tak łapczywie, że do dziś nie wiem cóż to był za filecik, z jakim sosem, z jakimi dodatkami... O przyrządzeniu we własnej kuchni nie mogło być mowy.

Czy potrafiłabyś wybrać miejsce, które zrobiło na Tobie największe wrażenie ?
No Tatry przecież! To taki nasz mały alpejski świat, ale z potężnym charakterkiem i niezwykłym urokiem. Poza naszym grajdołkiem zdecydowanie Petra. Dowiedziałam się o niej z filmu "Indiana Jones i ostatnia krucjata". Wtedy ledwo sięgałam ponad stół, ale obiecałam sobie, że prędzej czy później muszę tam trafić, poczuć się jak Indy i ogarnąć te cuda na własne oczęta. Trafiłam dość szybko i nie zawiodłam się. Szczęśliwie, na teren miasta Nabatejczyków dostałam się z samego rana, a więc przed tłumami turystów. Miejsce jest niesamowite!

Fot. Wieczna Tułaczka. Petra, Jordania
Życiowe motto...
Carpe Diem. Wciąż niedoścignione. Móc kiedyś uczciwie przyznać, iż nie marnuje się ani dnia...

Ulubiona książka...
Od czego by tu zacząć i na czym skończyć... "Od cepra do wariata" Rafała Malczewskiego - zabójcza dawka ironii, no i tytuł o mnie! ;) "Trylogia Tatrzańska" Wawrzyńca Żuławskiego - żaden szanujący się tatromaniak nie może pominąć tej pozycji. A spoza górskiej literatury... Harry Potter! Całkowicie wsiąkłam w świat magii i nie gadam z mugolami!

Relaksuję się przy...
Na maksa i w stu procentach relaksuję się w górach. Nie ma nic bardziej oczyszczającego od całodziennej wędrówki.

Ranek czy Wieczór...
Ranek, choć jestem leniuszkiem i miewam problemy ze wstawaniem. :P Jednak ranek to nowy dzień, magiczne wschody słońca, energia i pyszna owsianka na dzień dobry!

Kawa czy herbata...
Zdecydowanie herbata. Kawy nie pijam.

Więcej wywiadów znajdziesz w TU :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz